Siarka spada z ligi
Dodane przez kasz7 dnia 10/04/2011

W spotkaniu trzeciej kolejki fazy play out, warszawska Polonia pewnie pokonała Siarkę Tarnobrzeg 88:78. Podopieczni Wojciecha Kamińskiego znaczące prowadzenie objęli już w połowie pierwszej kwarty i nie oddali go do samego końca.

Co ciekawe, najlepszym graczem w stołecznej drużynie okazał się Michał Kwiatkowski. Ten młody gracz wobec braku Darnella Hinsona otrzymał tego wieczoru znacznie więcej minut od trenera Kamińskiego na to by zaprezentować swoje umiejętności i w pełni wykorzystał daną szansę.

Na początku spotkania jednak, obie drużyny grały zachowawczo. Można było nawet odnieść nawet wrażenie, że nie chcą zrobić sobie krzywdy, co bardzo irytowało nieliczną publiczność zgromadzoną w hali "Koło". Na szczęście z biegiem czasu, inicjatywę zaczęli przejmować warszawianie, przez co widowisko nabrało kolorytu. Zwieńczenie starań podopiecznych Wojciecha Kamińskiego przyszło w połowie kwarty, kiedy to dzięki trzem trójkom z rzędu udało im się wyjść na ośmiopunktowe prowadzenie i pozwoliło objąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Od tego momentu, bowiem tarnobrzeżanie właściwie nie zagrażali gospodarzom, a wszelkie ich starania odrobienia strat tłumione były w zarodku. Widząc indolencję rywala, gospodarze, za sprawą niezwykle aktywnego Łukasza Wichniarza jeszcze bardziej podkręcili tempo i po 10 minutach gry prowadzili już 25:14.

Nie da się jednak ukryć jednak, że popisy strzeleckie Polonistów w dużej mierze były efektem bardzo słabej postawy w obronie graczy Siarki, którzy w przeciwieństwie do poprzednich kilku spotkań w swoim wykonaniu wyraźnie spuścili z tonu. Bezradny był też trener Bogdan Pamuła, który w trakcie krótkich przerw próbował zmotywować zespół do dalszej walki.

Polonia Warszawa - ASK KS SIARKA Tarnobrzeg 88:78 (25:14, 25:25, 21:20, 17:19)

Polonia: Michał Kwiatkowski 19, Harding Nana 18, David Palmer 16, Łukasz Wichniarz 13, Alan Czujkowski 11, Tony Easley 6, Marcin Nowakowski 5, Kamil Łączyński 0

Siarka: Louis Truscott 24, Stanley Pringle 21, Tomasz Pisarczyk 8, Bartosz Krupa 8, Rafał Rajewicz 6, Stefan Błaszczynski 6, Daniel Wall 5

Szczegółowe STATYSTYKI

Szersza relacja w ROZWINIĘCIU
Rozszerzona zawartość newsa
W szeregach beniaminka TBL jedynym dostarczycielem punktów był Louis Truscott, dla którego bez wątpienia należy się wyróżnienie. Amerykanin świetnie radził sobie w strefie podkoszowej i Poloniści mieli duże problemy, żeby go powstrzymać. Jego popisy pozwalały jednak tylko egzystować Siarce. Działo się tak dlatego, że miejscowi coraz bardziej powiększali zdobycz punktową i po rzutach Hardinga Nany, na 3 minuty przed końcem pierwszej połowy wygrywali 46:30.

W podkarpackiej drużynie w dużej mierze zawiódł Stefan Blaszczynski. Australijczyk z polskimi korzeniami po raz kolejny okazał się być bezproduktywny i jego obecność na parkiecie nie przyniosła Siarkowcom żadnych korzyści. Inaczej było w przypadku Tomasza Pisarczyka, który w końcówce wniósł trochę ożywienia w poczynaniach swojej drużyny, dzięki czemu strata Siarki zmalała do 11 oczek. Sprawiło to, że w ekipie gości zrodził się cień nadziei na wywalczenie korzystnego rezultatu.

Tyle, że po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Na boisku nadal przeważali gracze "czarnych koszul" i nie pozwalali tym samym rywalowi kontynuować wyczynów z końcówki poprzedniej kwarty. Co prawda przyjezdni momentami notowali przebłyski i za sprawą wspomnianego już Truscotta próbowali nawiązać walkę z rywalem, lecz była to kropla w morzu ich potrzeb. Warszawianie w tym czasie cały czas utrzymywali, bowiem bezpieczny dystans i konsekwentnie wcielali w życie przedmeczowe założenia. Warto dodać, że szkoleniowiec Polonii nie bał się w tym czasie stawiać na swoich młodych zawodników, którzy swoją co najmniej dobrą grą odwdzięczali mu się za zaufanie. Wszystko to sprawiło, że przed decydującą batalią gospodarze
prowadzili 71:59 i główną niewiadomą pozostawały tylko rozmiary ich zwycięstwa.

W ostatniej kwarcie, niemający nic do stracenia podopieczni Pamuły przyspieszyli nieco tempo i wedle zaleceń swojego trenera zaczęli preferować grę podkoszową. Do pewnego momentu przynosiło to nawet spodziewane efekty, ponieważ gra się wyrównała i na 6 minut przed końcem spotkania podkarpacki jedynak w ekstraklasie był gorszy już tylko o 7 roczekr1;. Podobać się mogła szczególnie postawa Stanley'a Pringle'a. Amerykański rozgrywający wziął na siebie ciężar gry i raz za razem notował na swoim koncie kolejne punkty.

Gospodarze w tym czasie prezentowali się słabiej niż w poprzednich odsłonach i sprawiali wrażenie, jakby chcieli jedynie doczekać do końcowej syreny. Jedynym, który się wyłamywał z tej reguły był Kwiatkowski. Młody rozgrywający w ostatnich momentach meczu zaprezentował kilka udanych penetracji i mimo opieszałości partnerów, przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu.

źródło: www.koszykówka.net